#2
Ten wiek się ulotni i rozpocznie się następny być może od paroksyzmu, ale artyści czerpiąc ze swych ukrytych zasobów, pozostaną w strumieniu własnej immanentnej historii, w którą wpisane są wielkie wyobraźnie. Wszyscy artyści, od jaskiniowych po obecnych (...) są sobie współcześni. Jeśli chodzi o pozostałych, pozostanie im prawdopodobnie, niestety, ślepy strach i nieskończenie
niemądre, gwałtowne poszukiwanie.1
Dore Ashton
STRONA POPRZEDNIA
STRONA NASTĘPNA
SPIS TREŚCI

POSZUKIWANIE, ŚLEPY STRACH, PAROKSYZM NARODZIN


Piotr Janowczyk












     Ponoć najtrudniej opisać to, co ma się tuż przed oczami. Brak perspektywy, dystansu i czasu utrudnia, a często uniemożliwia wydanie obiektywnych sądów. Wnioski powstające na bieżąco są często dwuwymiarowe, niepełne i selektywne. Najlepsza krytyka rodzi się po latach, gdy przebrzmią już echa dawnych fanfar, ucichną spory, a układy personalne staną się jedynie tematem anegdot. Z drugiej jednak strony krytyka powstająca na bieżąco jest najlepszym wyrazem swojego czasu, jego bolączek, kompleksów a przede wszystkim mentalności odbiorcy. Jest też nieocenionym materiałem źródłowym, który tak jak wino i dobra whisky nabiera wartości wraz z upływem czasu.
Jaki obraz sztuki okresu przełomu tysiącleci wyłoni się za kilkadziesiąt lat, tego dziś nie jesteśmy w stanie stwierdzić. Których artystów okrzyknie się prekursorami, a którzy zostaną zapomniani, możemy tylko przypuszczać. Jedno jest pewne - na naszych oczach sztuka po raz kolejny wykonuje woltę i podwójny aksel, wprawiając wszystkich w zakłopotanie. Młode pokolenie artystów, jak każe awangardowa tradycja (sic), po raz kolejny stara się zburzyć to co zastało.

     ŚWIEŻOŚĆ
     Zwykło się twierdzić że, największą siłą sztuki awangardowej jest jej świeżość. Nowe spojrzenie na rzeczy zastane ma być ożywczym powiewem, który oczyści skostniałe umysły i przywróci zachwianą równowagę. Tymczasem z wielu współczesnych salonów prezentujących sztukę młodego pokolenia zamiast wspomnianego wyżej wiosennego zefiru dochodzi nas raczej odór uryny i kału, sapanie i jęki bólu.

     Jak bardzo zmienił się warsztat tych, którzy nazywają siebie artystami? Ucieczka od sztalugi doprowadziła do tego, że zamienili pędzel na żyletkę, którą tną swoje ciało, a na palecie zamiast farb pojawiły się ludzkie i zwierzęce szczątki. Zadajmy więc sobie pytanie. Czemu ma służyć epatowanie ekstrementami, genitaliami i krwią? Jaką pozycję społeczną zajęli dzisiejsi twórcy i jak w tym kontekście rozumieć słowo - dzieło sztuki?

     SZEROKI GEST
     Dzisiejszą sztukę młodych można wpisać w nurty XX -wiecznych ruchów awangardowych, jednak choć wykazuje wiele cech wspólnych nie jest im tożsama. Awangarda jest zjawiskiem, które można uznać za cykliczne. Każdy kierunek miał swoich prekursorów, którzy nie bacząc na dotychczasowe konwencje i konsekwencje wbijali się w zastałą tkankę sztuki niczym rzymska falanga po to, by dokonać kolejnego przewartościowania. Artyści jak najczulszy barometr wychwytują z otoczenia symptomy zmian, nim docierają one do świadomości społecznej. Skutek jest taki, że tzw. masowy odbiorca, nie mogąc dostrzec kontekstu nowej sztuki, po prostu jej nie rozumie. Twierdzenie to, oczywiście bardzo trafne, straciło swój sens w momencie gdy uczyniono z niego regułę. Tragedią krytyki końca XX wieku stało się przekonanie o tym, że narodzinom wielkiej sztuki musi towarzyszyć negacja społeczna, skandal i sensacja. Od czasu impresjonistów (Salony Odrzuconych), z ironicznym uśmieszkiem obserwuje się tych, którzy nie w porę dostrzegli iskrę geniuszu u młodych buntowników. Dlatego wielu krytyków nie chcąc uchodzić za "niepostępowych" z najszczerszą euforią i zupełnie bezkrytycznie wita każdą nowość. Dziurawe sito nie jest w stanie zatrzymać artystycznych popłuczyn. Co więcej, ocierające się o groteskę tłumaczenie recenzenta sprawia, że jego głos przestaje być traktowany poważnie. Szczególnie w przypadku gdy artystyczną prowokację lub żart próbuje opisać w sposób nadęty i paranaukowy. Przykładem niech będzie wypowiedź krytyka opisującego mniej znaną z prac Andy Warhola, którą artysta stworzył nasikując (dosłownie) na płótno zagruntowane środkiem czułym na urynę. Krytyk skojarzył dzieło z mitem o Danae i złotym deszczu oraz wykazał cechy pochodne technice action painting Jacksona Pollocka. Dziś można skwitować to tak, że krytyk wykazał się błyskotliwym umysłem a artysta szerokim gestem.

     BYĆ ARTYSTĄ
     Każdy z nas zdaje sobie sprawę z tego, że "być artystą" to nie to samo co być, dajmy na to szewcem czy kucharzem. Nie ma czegoś takiego jak zawód artysty (choć życie przekonuje, że są wyjątki). Od malarzy, rzeźbiarzy, muzyków czy poetów wymaga się czegoś więcej niż przygotowania rzeczy smacznej lub wygodnej. Mówię w tym momencie o świadomości społecznej roli artysty. Gdyż ta grupa społeczna zajmuje wyjątkowy status. No właśnie. Spróbujmy sobie odpowiedzieć, na czym polega jej szczególna pozycja. Pomoże nam w tym krótka powtórka z historii sztuki, przeprowadzona jednak nie pod kątem faktograficznym, ikonograficznym czy hagiograficznym. Zastanówmy się, jak w ciągu ostatnich kilkuset lat zmieniła się pozycja artysty w hierarchii społecznej. W średniowieczu trudno mówić o artystach w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Ówcześni malarze, snycerze, budowniczowie traktowani byli na równi z rzemieślnikami takimi jak płatnerze czy kamieniarze. Potwierdza to nazwa jaką ich określano Artifex - czyli zręczny, biegły rzemieślnik. Jak wszyscy wiemy, ogromny awans tej grupie społecznej przyniosła kolejna epoka czyli Renesans, wynosząc dotychczasowych rzemieślników ponad inne grupy zawodowe. Co było przyczyną nobilitacji? Pozwalając sobie na daleko posunięte uogólnienie można powiedzieć, że artyści swój awans zawdzięczają kościołowi katolickiemu. Ten możny protektor wykorzystał ich umiejętności i wyznaczył konkretny cel: stworzyć rzeczy piękne i poruszające, a zarazem służące celom religijnym. Należy mieć świadomość, że 90% dzieł sztuki powstało w tym okresie na zamówienie Kościoła. Ówcześni twórcy poradzili sobie z postawionym przed nimi zadaniem. Jednak o awansie zadecydowało to, że społeczeństwo zaczęło postrzegać ich jako tych, którzy tworząc rzeczy materialne, potrafią przenieść rzeczywistość w inny, transcendentny wymiar. Świeccy fundatorzy zatrudniali doświadczonego w pracy na chwałę Boga i Kościoła, malarza lub rzeźbiarza aby odtąd sławił imię ich rodu. Oddzielenie disegno czyli idei, od ostatecznego dzieła dopełniło podziału na twórców i wykonawców. Artyści uzyskali inny status społeczny. Przestali być traktowani jak pracownicy fizyczni. Zaczęli być przyjmowani na dworach i hołubieni przez możnowładców. Każda z koronowanych głów otaczała się gronem wybitnych postaci ze świata sztuki. Artyści dołączyli do elity europejskiej. Ten bardzo korzystny układ miał swoje ograniczenia. Obowiązywała zasada, zgodnie z którą artysta aby się utrzymać musiał pracować dla fundatora lub mecenasa. Niewiele znamy prac, z tego okresu, które twórcy wykonywali dla własnych potrzeb. Opisany wyżej mechanizm utrzymał się bardzo długo. Ten stan rzeczy naruszył w sensie psychologicznym dopiero Romantyzm. Ówcześni twórcy popadli w stan rosnącej megalomanii - sytuowali się sami na szczycie hierarchii społecznej. W ich mniemaniu upoważniał ich do tego akt twórczy, który czynił z nich istoty wybrane przez Boga i Bogu najbliższe. Zaczęli głosić że prawdziwy twórca powinien być wolny i niezależny od zleceniodawcy. Były to pierwsze symptomy tego, co stało się kilkadziesiąt lat później, czyli działań artystycznych w duchu hasła sztuka dla sztuki. Wówczas artyści ostatecznie upewnili się w przekonaniu o własnym geniuszu, którego nie rozumie zwykły, szary człowiek. Taki stan trwa do dziś. Wstydliwe stało się uprawianie sztuki służącej jakiejkolwiek idei. Dużo chętniej sięga się po sztukę negacji. Symptomatyczny wydaje się też fakt, że większość dzisiejszych artystów gdy spyta się ich, kto jest odbiorcą jego prac, z pewnością odpowie, że tworzy tylko i wyłącznie dla siebie. Jest to efekt wielkiego zaufania we własne umiejętności czy może lekceważenie oglądającego?

     FONTANNA
     Znane jest powiedzenie, że w XX wieku największymi rewolucjonistami sztuki byli Pablo Picasso w zakresie formy i Henri Matisse jeśli chodzi o kolor. Jednak to nie oni są autorami przewrotu, który obserwujemy dziś w salonach. Postacią kluczową jest Marcel Duchamp. Jego pisuar prowokacyjnie nazwany Fontanną wystawiony na paryskiej Wystawie Niezależnych w 1917 roku jest tym dziełem, które zmieniło sztukę współczesną. Artyści otrzymali od niego narzędzie, które miało ich nobilitować. Od tej pory twórca mógł nazwać dziełem cokolwiek chciał. Jednak stworzenie tej nowej jakości okazało się otwarciem przysłowiowej puszki Pandory. Wielu z nich - jak twierdzi Andrzej Osęka - zrozumiało z całego zdarzenia tyle, że odtąd trzeba wysyłać do galerii muszle pisuarowe i im podobne rzeczy (...) Inni - idąc dalej w tym kierunku zaczęli klozetowe urządzenia traktowane jako dzieła sztuki uzupełniać autentycznymi ekstrementami.2

     Słabość współczesnych artystów do fizjologicznych wydzielin jest rzeczywiście zastanawiająca. Jedni artyści wystawiają swoje fekalia w puszkach, inni smarują nimi religijne przedstawienia. Andy Warhol sikał na płótno - malując "obrazy", a niejaka Helen Chadwick swoje rzeźby tworzy poprzez wlewanie gipsu w korytarze jakie w zaspach śniegu zostawia jej świeży mocz. Kiedy jeden artysta w czasie happenigu tnie swoje ciało żyletką, inny odpowiada mu wystawieniem swojej mrożonej krwi w salonach Royal Academy w Londynie.3 Gdy jedna z młodych artystek zaszczyca nas widokiem swojej waginy4, z której wyłania się laleczka Barbie, inna prezentuje na wystawie fotograficzne zbliżenia męskich narządów płciowych antycznych rzeźb, zgromadzonych w Ermitażu.5 Podobną estymą darzą artyści szczątki ludzkie i zwierzęce. Na wystawach pojawiają się wypchane na polecenie artysty zwierzęta, a jeden z naszych rodaków miał nawet zamiar zbudować swoją artystyczną wizję z martwych ludzkich płodów.6

     Oczywiście - każdy z tych artystów zapytany o sens swoich działań skwapliwie nas oświeci. Okaże się, że jego praca ma głęboki podtekst mitologiczny lub kulturowy, że jest głosem wojującej feministki albo obrończyni praw zwierząt, albo bojownika o wolność ciała jako nośnika znaków etc. Powstrzymam się w tym momencie od oceny tego stanu rzeczy, gdyż chciałbym zwrócić uwagę na pewien fakt. Mianowicie na totalną degradację społeczną artysty. Pisałem wyżej o elitarnym statusie, jaki wypracowali sobie twórcy na przestrzeni ostatnich kilkuset lat. Czy dziś też można działania artystów określić mianem elitarnych? Wydaje się, że częściej używane jest określenie - wyjęci poza nawias - albo - uprawiający działania spoza marginesu - a i tak są to stwierdzenia delikatne. Gdyby chcieć nazwać rzeczy po imieniu trzeba by powiedzieć, że wśród współczesnych twórców największa karierę robią podglądacze, sadomasochiści i dewianci, ale czy w czasach królującego liberalizmu i politycznej poprawności ktoś zwróci na to uwagę...

     Obrońcy nowego twierdzą, że sztuka jest taka jak czasy, w których powstaje. Miałoby to oznaczać, że dzisiejszy świat jest tak okropny, że jedyna rzecz jaką może zrobić artysta to przywiązać sobie do rąk i do nóg sznury, a następnie kazać się ciągnąć w cztery strony świata.7 Pozwolę więc zadać sobie pytanie. Czy średniowieczne wojny były mniej krwawe niż konflikt w Kosowie? Czy rokokowe salony, po których chadzał markiz de Sade oglądały mniej gorszące sceny niż ściany amsterdamskich domów publicznych? Czy dziś inaczej zabija się wielkie morskie ssaki, niż dwieście lat temu? A jednak w przeszłości nikt nie wpadł na pomysł, aby w imię swoich artystycznych aspiracji tworzyć sztukę z krwi, fragmentów jelit, czy kału. Z pewnością inną kwestią jest fakt, że dziś wszyscy jesteśmy zanurzeni w krwistej papce pop kultury, która epatuje nas śmiercią w edycji kieszonkowej, miłością w wersji fizjologiczno - biologicznej i estetyką kiepskiego komiksu. Czy więc współczesny artysta, operujący również mediami wizualnymi został zainfekowany tą płytką stylistyką i stąd ten niewydarzony kaliber estetyczny?

     Na zakończenie jeszcze jedna krótka uwaga. W europejskim kręgu kulturowym dwie grupy społeczne mają ogólne przyzwolenie na działania wykraczające poza normy estetyczne i moralne. Obowiązują je inne kryteria oceny, a nawet inne normy prawne. Pierwsza z nich to dzieci a druga to ludzie chorzy umysłowo. Artyści chętnie dołączyliby do tych uprzywilejowanych grup. Znane jest nawet powiedzenie, że artyści mają duszę dziecka. Jednak w kontekście tego co dziś dzieje się w świecie sztuki należy uznać, że stwierdzenie to powoli staje się nieaktualne gdyż dusze artystów coraz chętniej ulatują tam gdzie dusze ludzi obłąkanych.

PRZYPISY:
1 Dore Ashton, Drodzy Przyjaciele, Pokaz - Pismo Krytyki Artystycznej, 1999 nr specjalny, s. 2.
2 Andrzej Osęka, Strażnik salonów, Polityka, 1999 nr 51, s. 65.
3 Andrzej Osęka, Mrożona krew na wystawie, Polityka, 1999 nr 42, s. 48.
4 Film wideo Alicji Żebrowskiej - Grzech Pierworodny.
5 Wystawa prac fotograficznych Zofii Kulik, zatytułowana Skarby Ermitażu, która w wersji okrojonej odbyła się w 1999 roku w Muzeum Narodowym w Poznaniu.
6 Martwe ludzkie płody chciał wykorzystać Grzegorz Klaman. Po odmowie ze strony instytucji medycznych zadowolił się ich fotografiami.
7 Akcja performera młodego pokolenia Mariusza Maciejewskiego, która miała miejsce w 1995 roku, zatytułowana Łoże, w którym widziałem zorzę.