#2
STRONA POPRZEDNIA
STRONA NASTĘPNA
SPIS TREŚCI


HAŁAS WOKÓŁ RZECZY WAŻNYCH

Luźne uwagi po lekturze tekstu
"Wiele hałasu o nic?"

Bartłomiej Gutowski

     Polska sztuka lat dziewięćdziesiątych i początku kolejnego stulecia, bo przynajmniej jak na razie - pomimo pewnej ewolucji form - zasadnicze kierunki pozostają bez zmian, wzbudza w nas liczne emocje. Wysuwa się wobec niej liczne zarzuty, chociaż ma również gorących zwolenników poszukujących w niej treści istotnych, będących odbiciem czasu, w którym przyszło nam żyć. Nie chcę przytaczać tu po raz kolejny argumentów za bądź przeciw, niewątpliwie o wiele ode mnie doskonalej w tym numerze ARTIFEXU uczynili to Katarzyna Kaczmarek i Piotr Krzysztofik w tekście Wiele hałasu o nic? Polska sztuka lat 90-tych oraz Piotr Janowczyk w artykule Poszukiwanie, ślepy strach, paroksyzm narodzin czyli kilka słów o sztuce współczesnej. Chciałbym jednakże zwrócić uwagę na kilka spraw z współczesną plastyką związanych, które choć niewątpliwie przez wielu dostrzegane, to - jak mi się zdaje - nie są w dyskusjach zbyt często przypominane.

     Przede wszystkim czytając teksty krytyczne o sztuce najnowszej odnieść można wrażenie, że postrzega się ją fragmentarycznie - choć może wydobywając przy tym rzeczy najistotniejsze - to jednak chętnie zapominając o jej różnorodności i złożoności. Tak uczynili autorzy tekstu Wiele hałasu o nic? - oczywiście mają do tego prawo, zwłaszcza że, jak sami piszą Wybraliśmy osoby, których wypowiedź artystyczna miała i ma największy zasięg oddziaływania i spowodowała wiele kontrowersji, bądź wywołała nasze subiektywne zainteresowanie. Dlatego też nie jest naszą ambicją ani celem stworzenie syntezy opisującej wszelkie przejawy życia artystycznego w latach 90-tych. Jednak zwrócenie uwagi wyłącznie na jeden rodzaj tendencji zachodzących w plastyce może zbytnio upraszczać jej widzenie. Katarzyna Kaszmarek i Piotr Krzysztofik przytaczają zarówno artystów jak i galerie związane z nurtem, który moglibyśmy nazwać "nowoczesną awangardą plastyczną" (mając świadomość z uproszczenia owego określenia). Mamy dziś sytuację dość dziwną - bycie "awangardą" staje się powoli obowiązkiem, a także potrzebą artysty głęboko wierzącego, nawet wbrew sobie, że "prawdziwym człowiekiem sztuki" jest twórca awangardowy. Ta tendencja, narastając już od ponad stu lat, dziś osiąga swe apogeum. W sztuce nowoczesnej dostrzega się wyłącznie jej awangardowe aspekty, wszystko inne traktuje się raczej jako relikt poprzedniego dziesięciolecia, które przez "młodych" artystów i krytyków postrzegane jest zazwyczaj wyraźnie negatywnie. Chodzenie na wystawy twórców kontrowersyjnych, zwłaszcza w młodzieżowych środowiskach, należy do "dobrego tonu", staje się modą.

     W dziwnej sytuacji znalazła się awangarda działając - z wyjątkiem może skrajnie drastycznych akcji - w blasku zarówno społecznego przyzwolenia jak i dzięki państwowemu mecenatowi. Największe mekki sztuki "awangardy", takie jak np. w Warszawie - Zamek Ujazdowski, Galeria Foksal czy Zachęta (choć stara się pokazywać artystów hołdujących różnym stylom, w twórczości młodych zdecydowanie promuje eksperymenty artystyczne), niebawem prawdopodobnie dołączy do nich pod nowym kierownictwem Galeria Rzeźby, są to miejsca powszechnie szanowane. Warszawa zaś nie stanowi tu wyjątku. Wiele z owych galerii działa pod patronatem Ministerstwa Kultury, przeznaczającego na nie sumy niebagatelne, wystawy w nich odbywające się znajdują sponsorów wśród poważnych i prestiżowych firm. Jeżeli zaś telewizja publiczna w ogóle zdecyduje się kwestie plastyki poruszyć, to zazwyczaj skupia się właśnie na owych "awangardowych" galeriach. Na jednej z największych polskich uczelni plastycznych - warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, zbyt gorąco nowej sztuki nie popierającej, znalazła się słynna "Kowalnia" - pracownia prof. Grzegorza Kowalskiego, który do owych poszukiwań młodzież popycha. Pomimo więc wielkiego lamentu i głosów o "zarzynaniu" nowoczesnej sztuki, sytuacja artystów "awangardy" i ich admiratorów zdaje się być bez porównania lepsza niźli ta, w której ponad sto lat temu znajdowali się dziś tak modni impresjoniści (ich obecna popularność po części opiera się właśnie na stworzonym micie artysty zapomnianego i wyklętego). Uznając dziś impresjonizm za jeden z najwybitniejszych kierunków w sztuce (jak mi się zdaje nieco na wyrost), mamy świadomość, iż w znacznej swej większości ówczesna krytyka nie doceniła go (pomińmy względy, jakie o tym zadecydowały). Dzięki temu zdaje się nam, że to właśnie my na owej sztuce się poznaliśmy. Okazaliśmy się o wiele bystrzejszymi i lepszymi znawcami sztuki niż krytycy sprzed stu lat. Czy tak jest w istocie - śmiem powątpiewać. Pociągnęło to natomiast za sobą rosnącą w nas obawę, abyśmy przypadkiem nie pominęli milczeniem jakiegoś kolejnego wybitnego twórcy - a za takiego jakże chętnie będziemy uznawać tego, którego twórczości nie będziemy w stanie pojąć ani intelektem, ani duchem. Wówczas w oczach naszych wyrośnie on ponad przeciętność. Z drugiej jednak strony zaszedł drugi, chyba ważniejszy mechanizm - dostrzegliśmy wartość w samym byciu awangardą, co doprowadziło nas do dzisiejszego, nieco absurdalnego, kultu nowości w sztuce. Nie chcę twierdzić, iż oryginalność i poszukiwanie nie są w sztuce wartościami. Jednak na pewno nie jedynymi, a raczej też nie najważniejszymi. Pomijam tu fakt, że z ową oryginalnością niekiedy różnie bywa i dość ona jest pozorna, często powtarzając stare schematy w nieco odmiennej formie.

     Obok awangardy doceniani są również artyści na "rynku sztuki" istniejący od dawna, którzy w lata dziewięćdziesiąte wkroczyli z pokaźnym bagażem, a przede wszystkim już wyrobionym stylem. Choć mariaże między obiema grupami zdarzają się, są one dość rzadkie. Raczej niechętnie postrzegamy ich jako artystów wpisujących się w krajobraz sztuki lat dziewięćdziesiątych, zamykając ich twórczość w ramy poprzednich okresów. W wielu wypadkach rzeczywiście mamy do czynienia z powtarzaniem dawno temu wypracowanych form i schematów. Z drugiej strony pamiętać musimy, iż liczni spośród nich tworzą rzeczy bardzo ciekawe również i w ostatnim dziesięcioleciu. Często jednak ich popularność jest jedynie środowiskowa. Pomijanie ich niewątpliwie obraz owej sztuki spłaszcza.

     Tak naprawdę interesująca wydaje mi się inna kwestia - otóż wśród twórców młodego pokolenia dostrzega się jedynie ową bardzo awangardową awangardę, zupełnie zapominając o młodych artystach, którzy postanowili spróbować wyrazić się w formach wzbudzających może mniej emocji, będących jednakże językiem współczesności. Nie odrzucają oni tradycyjnego typu obrazowania, nie dając się jednak zamknąć w istniejących schematach, próbując stworzyć nowoczesny język sztuki - spokojniejszy jednak od ryku awangardy. Artyści ci stawiają na wartości może niezbyt modne, brzmiące nieco staroświecko - na PIĘKNO i PRAWDĘ, które w sztuce przetrwać muszą. Oczywiście, poziom artystyczny prac bywa różny. Tu również jest wiele tandety i banału. Jest jednak też poszukiwanie SZTUKI a nie wyłącznie SKANDALU. Zaistniała dziś sytuacja nieco dziwna, zepchnięci zostali oni bowiem na margines sztuki i losy ich bliskie są dawnym artystom awangardowym, twórczość ich zaś nie jest przyjmowana w wyniosłe mury Zamku. To, iż są niedostrzegani, jest grzechem współczesnej krytyki, za który może kiedyś przyjdzie gorzko zapłacić. Części krytyków nie interesują oni, bowiem stawia ona na "awangardę", reszty gdyż zajmuje się od dawna docenianymi tuzami, organizując im kolejne wystawy. Oczywiście niektórym udaje się wydobyć z mroku, nigdy jednak w blask reflektorów, są znani raczej wąskiemu gronu specjalistów i kilku, często przypadkowym admiratorom. Może za symbol owej grupy niech posłuży twórczość Agnieszki Cieślińskiej jak i całej grupy KWARTET GRAFICZNY P. A.K.T.

     Czytając artykuł Wiele hałasu o nic? uderzyła mnie jeszcze jedna rzecz. Autorzy mówią, iż nasza sztuka dzięki owej awangardzie artystycznej znów zaczęła być dostrzegana poza granicami. Wydaje mi się, że należy być z tego typu stwierdzeniami ostrożnym. Odnajdywanie wszelkich poloniców jest niewątpliwie miłe i sympatyczne, jednak tworzony jest pewien mit, chyba dość niebezpieczny, że nasza sztuka odgrywa naprawdę ważką rolę w światowej kulturze. To niestety nie do końca prawda, owszem, istnieją poszczególni twórcy znani na świecie, ale raczej wpisujący się w zastane tendencje niż je kreujący. W coraz silniej zglobalizowanym i unifikującym się świecie trudno być artystą samodzielnym, potrafiącym spojrzeć ponad schematy, a jak uczy nas historia, to właśnie tacy twórcy mają szansę na tworzenie rzeczy naprawdę istotnych, Powtarzanie dawno wypracowanych schematów doprowadzi polską sztukę donikąd. Zresztą tak naprawdę przecież nie uznanie salonów jest wyznacznikiem poziomu (ono raczej potrzebne jest do leczenia naszych narodowych kompleksów), ale wartości estetyczne, umiejętność oddziaływania na wrażliwość, intelekt i smak odbiorcy. Nawiązywanie z nim dialogu, prowadzenie rozmowy o rzeczach istotnych, poszerzanie spojrzenia na świat - to cechuje wielką sztukę, niezależnie czy będzie tworzona w Nowym Jorku i będzie mieć licznych wyznawców, czy powstawać będzie w pracowni mało znanego twórcy z Radomia. Popularność nie świadczy o wielkości i tego też uczy nas historia sztuki, która przypomina nam jeszcze o czymś ważnym - o pokorze, jaką winniśmy zachować wobec Sztu